Kolejny film górski? Offowe mockumentary z Zielonej Góry

Posted on

To historia o wielkim ryzyku i prawdziwym znaczeniu pasji, oddania się górskim wyprawom. Tym hasłem promują swój film sami twórcy. Brzmi zupełnie poważnie, prawda? Kto dał się zwieść wyglądowi filmowego plakatu, nie szukając poza nim dodatkowych informacji, mógł się spodziewać kolejnej poświęconej górom produkcji, z dramatyczną akcją i niesamowitymi trudami.

Kto nie zwrócił uwagi, że autor otwierającego motta to bohater filmowych parodii, nie rozpoznał od razu twarzy pojawiających się na ekranie czy nie skojarzył niemiecko brzmiącego tytułu z Zieloną Górą, skąd obraz przyjechał. Po kilku scenach nie sposób było, by nawet skuszony fotografią wysokogórskiej wspinaczki lub zupełnie przypadkowy widz nie zorientował się, że to jednak musi być żart.

„Grun de Berg. Wyzwanie –„ bo o tym bohaterze pierwszego z pokazów specjalnych specjalnych przedostatniego dnia Offeliady mowa – to film stworzony przede wszystkim przez środowisko kabaretowe, którego w Zielonej Górze nie brakuje, jak również wysokogórskie. W filmie, stylizowanym na dokument można zobaczyć właśnie aktorów zwykle rozśmieszających na scenie, ale też znane postaci ze środowiska zielonogórskiego teatru Terminus A Quo i lubuskiego festiwalu filmowego Solanin.

Zdjęcia, montaż i lektor od razu przypominały doświadczenie i atmosferę oglądania produkcji telewizyjnych. Piętrzące się natomiast absurdalne sytuacje, przez aktorów przyjmowane z kamienną twarzą, przypomniały natomiast, że gatunek mockumentary to niezastąpiony element filmowego offu, przy którym to przede wszystkim twórcy podczas kręcenia filmu znakomicie się bawią. Duet reżyserski – Marcin Olechowski i Michał Malinowski – opowiadali po projekcji, że pomysł od razu spodobał się aktorom i chętnie wcieli się w swoje role. Co ciekawe, jak mówi M. Malinowski, „Grun de Berg” został dobrze przyjęty podczas Festiwalu Górskiego w Lądku-Zdroju, gdzie widzowie złapali konwencję i cieszyli się z przełamania zwykle towarzyszącego twórczości okołogórskiej patosu.

– Co ciekawe, kiedy mieliśmy do czynienia z widownią zielonogórską, reakcje pojawiały się w innych miejscach – zauważa reżyser. – Widzowie związani z górami zwracali uwagę na rzeczy związane ze wspinaczką, widzowie z Zielonej Góry na lokalne nawiązania. Trzeba tu mieszkać, żeby pewne rzeczy zauważyć i wiedzieć na przykład, że Góra Tatrzańska naprawdę w Zielonej Górze istnieje.

Iza Budzyńska
fot. Anna Farman