DKF: „Być albo nie być” w każdych czasach!

Ta szekspirowska fraza i jednocześnie tytuł filmu Ernsta Lubitscha z 1942 roku, był kolejną propozycją DKF Offeliada im. Andrzeja Ciążyńskiego, którą publiczność miała okazję zobaczyć w Miejskim Ośrodku Kultury 26 lutego. I choć tytuł obrazu nawiązuje do początku monologu Hamleta stworzonego przez Wiliama Szekspira, a jego akcja dzieje się w czasie wojny, to wbrew pozorom nie jest to dzieło dramatyczne.

Wszystko zaś za sprawą „Lubitsch touch”, czyli konwencji przyjętej przez reżysera, o której więcej opowiedział w swej prelekcji członek DKF Offeliada Paweł Bartkowiak. W „Lubitsch touch” bowiem nie brakuje zarówno komediowych wątków romantycznych, jak i ostrej satyry społecznej czy politycznej. Objawia się to m.in. tym, że główna bohaterka, aktorka Maria Tura (w tej roli niezapomniana Carole Lombard), ma zarówno męża, jak i adoratora. I choć jedna z relacji okaże się niemożliwa do spełnienia, Maria nie rozpacza za bardzo z tego powodu. To bowiem ona o wszystkim decyduje, a w przypadku panów cała rywalizacja przybiera formę zabawnych gagów.

Co więcej, podobnie z humorem potraktowana zostaje walka aktorów z Teatru Polskiego w Warszawie z nazistowskim okupantem, którzy jeszcze przed wojną planowali wystawić sztukę ośmieszającą Hitlera i gestapowców. Jednak już w trakcie konfliktu robią to naprawdę, obnażając swą sprytną walką zaślepienie i głupotę wroga. Na ten wątek, ale i na amerykańskie przedstawienie stolicy Polski, gdzie m.in. na tablicach i afiszach obok polskich napisów funkcjonują również te angielskie, zwracała uwagę wraz z prelegentem liczna publiczność.

Sam Lubitsch także był ciekawą postacią: niemieckim reżyserem, który wyjechał do Stanów Zjednoczonych na fali popularności i zainteresowania jego osobą w Hollywood, a nie uciekając przed wojną. Poza tym wywodził się z teatru, bo zanim został filmowcem, to w młodości występował na scenie w słynnym zespole Maxa Reinhardta. Z kolei, kiedy stanął za kamerą, to zrealizował w latach 1914-1945 aż 75 filmów, co było możliwe dzięki innemu sposobowi produkcji niż dzisiaj. No i w końcu to człowiek, który dzięki emigracji mógł zrobić swój antywojenny film w czasie wojny oraz otrzymał honorowego Oscara za całokształt twórczości.