Hobby jako praca? Nie lubię, gdy ktoś mnie do czegoś zmusza

Posted on

Szkiełkiem i okiem – oraz sercem z Offeliadą od kilku lat. Rozmowa z Anią Farman, która od kilku lat uwiecznia festiwalowe wydarzenia w swoimi obiektywie.

 

Twój pierwszy aparat?

Taki „na serio” to Zenit. Wcześniej miałam taką „małpeczkę”, nawet nie pamiętam nazwy. A drugi taki już poważniejszy, gdzie rozwinęłam skrzydła, to był Canon 500N. Mam go do tej pory i nawet używam, przede wszystkim do fotografii otworkowej.

Pierwsze zdjęcie, które pamiętasz, które było dla Ciebie ważne?

Na początku fotografowałam wszystko, żeby się trochę pouczyć – mimo że robiłam na filmach czy później na slajdach, przy których zostałam na dłużej i nawet przy fotografii otworkowej często z nich korzystam. Pierwsze, które pamiętam? Na początku przeważnie fotografuje się przyrodę i zachwyca się tym, co się zrobiło. Najfajniejsze, które udało mi się zrobić, właśnie tym zenitem, to były kropelki na liściach, wtedy bawiłam się w makro. To były takie zdjęcia, które do tej pory mi się podobają. Może nie tyle były najważniejsze, co pozwoliły mi myśleć o tym, że można coś fajnego zrobić, że może rzeczywiście się nadaję do tej fotografii, może coś z tego będzie.

Trudno Cię namówić na robienie zdjęć zawodowo. Boisz się wypalenia, ograniczenia swobody?

Wolę robić to z przyjemnością niż za pieniądze. Nie powiem, że nie próbowałam, bo zdarzyło mi się, ale wolę jednak zajmować się fotografią dla siebie niż zarobkowo. Może przy okazji się uda czasem sprzedać zdjęcie czy w jakiś sposób na tej fotografii zarobić. Dzisiaj dużo ludzi mówi, że fajnie jest zajmować się zawodowo swoim hobby – ja akurat nie podzielam tego zdania. Też lubię swoją pracę, spełniam się w niej, mam pewien poziom decyzyjności. Ale fotografia to jest czyste hobby, dla relaksu. Nikt nie psuje mi przyjemności robienia zdjęć tym, że mnie do czegokolwiek zmusza. W ogóle nie lubię robić rzeczy, do których jestem zmuszana, chyba już od urodzenia mam do tego dużą awersję. Może moje poprzednie wcielenia miały coś z tym wspólnego (śmiech).

Za to lubisz eksperymentować z fotografią – jakiś czas temu pokazywałaś na wystawie zdjęcia otworkowe. Jakie jeszcze pomysły masz w zanadrzu?

Swego czasu obejrzałam zestaw filmów o technikach fotografii. Próbowałam na przykład solaryzacji – robi się zdjęcia na dużej kliszy, wywołuje się je na słońcu, bardzo ciekawa rzecz. Proces jest czasochłonny i mamy niewiele słońca, więc okres, kiedy można się tym zajmować, jest dosyć krótki. Ale po tym zainteresowaniu została mi fotografia otworkowa i tutaj akurat głównie bawię się w budowanie aparatów i osiąganie różnych efektów.

Budowanie – czyli daje o sobie znać umysł ścisły.

Zdecydowanie tak.

Kiedy już dałaś się namówić na zdjęcia na zlecenie i robisz reportaże z Offeliady, mam wrażenie, że pomaga Ci w tym to, że po prostu lubisz ludzi.

Tych z Offeliady szczególnie (śmiech). Ludzie na festiwalu są świetni – i ci, którzy go organizują, i ci, którzy przyjeżdżają. Rzeczywiście jest coś takiego, co tworzy fajną atmosferę. Powiem szczerze, że nigdy nie lubiłam szczególnie pozowanych zdjęć, chociaż przez pewien czas też się takimi zajmowałam między innymi na różnych zajęciach klubowym. Niemniej jednak bardziej lubię łapać ulotne momenty, a więc zdjęcia typowo reportażowe. Akurat Offeliada świetnie się do tego nadaje, bo ludzie są spontaniczni, otwarci, nie przeszkadza im, że ktoś im robi zdjęcia.

Twoje ulubione momenty festiwalu?

Gdzie, to tylko robota od rana do nocy (śmiech). A tak na poważnie – najlepsze są spotkania z ludźmi. Kiedy przyjeżdżają ludzie, którzy mają fajne filmy, czekają na to, jaki będzie ich odbiór, jeśli okazuje się dobry, są wyraźnie ośmieleni, potem okazuje się, że wygrywają nagrody. Najfajniejsze momenty dla mnie wiążą się z ludźmi. Czy to już takie bardziej nieoficjalne spotkania, czy wspólne wyjście i pożegnanie już po festiwalu – to są świetne rzeczy. Na jurorów na początku patrzy się trochę z dystansem. Myślałam: przyjeżdża Krzysztof Majchrzak, taki znany aktor, to pewnie będzie niedostępny – akurat wcale nie, okazało się, że to bardzo sympatyczny człowiek. Wielu jest jurorów, którzy się nie alienują, nie pokazują „co to nie ja”, ale właśnie chcą rozmawiać z ludźmi. I właśnie te wszystkie spotkania z innymi są najcenniejsze.

tekst: Iza Budzyńska
zdjęcia: Anna Farman